Rozmowa z Krzysztofem Niesiołowskim, wilnianinem, dyrektorem Teatru „Baj”

Krzysztof Niesiołowski: „W naszym teatrze dzieci nie boją się i nie płaczą”

Wilno przedwojenne kojarzy się dla mnie przede wszystkim z moim dzieciństwem. Mieszkałem z rodzicami na ulicy Zamkowej 24, gdzie z naszego balkonu było widać popiersie Juliusza Słowackiego. Codziennie chodziłem do szkoły, która nazywała się „Dziecko polskie”. Po wojnie w tym budynku był już Komitet Centralny Partii Komunistycznej Litwy.

W Wilnie człowiek na codzień ocierał się z historią. Pamiętam Wilno jako miasto ludne, gwarne. Jeździły autobusy, które z trudem, ale mieściły się na Zamkowej. Mówiło się wówczas, że jedziemy „arbonem”. „Arbon” – to była firma szwajcarska, która produkowała i dostarczała te autobusiki do Wilna. Od listopada do marca w Wilnie było bardzo dużo śniegu. Miasto właściwie było szaro-białe. A ta dzisiejsza kolorowość Wilna, która nie wiem, czy jest zgodna z zapisami historycznymi, też mi się bardzo podoba. Teraz Wilno jest piękniejsze i jest miastem bardziej efektownym, niż było do 1939 roku. Ale oczywiście, nostalgia za starym Wilnem ciągle pozostaje.

WM: Jak się zaczęła Pana przygoda z teatrem lalek?

KN: W życiu ludzie czasem mówią nieprawdę, że niby od dziecka chcieli być kimś. Wydaje mi się, że bardzo często to jednak przypadek człowieka ustawia w życiu. Mój ojciec, Tymon Niesiołowski, był malarzem, profesorem na Uniwersytecie Stefana Batorego w Wilnie, więc sprawy sztuki i malarstwa były mi bliskie.

Moje pierwsze doświadczenia teatralne wiążą się właśnie z Wilnem. Swój pierwszy spektakl oglądałem na ul. Końskiej, gdzie wówczas mieściły się zespoły aktorskie – polskie teatr lalek „Bajka”, „Wileński teatr lalek” oraz Żydowski teatr „Maidim”. Wszystkie te zespoły jakoś razem funkcjonowały. W 1941 roku, jako trzynastoletni chłopak, obejrzałem spektakl polskiego zespołu. Było to marionetkowe przedstawienie „Nowe szaty króla” w teatrze marionetkowym Olgi Totwen, który działał w ramach Teatru Młodego Widza na ulicy Końskiej. Był to mój pierwszy kontak z teatrem lalek.

Dziwne, mistyczne miejsce, najwęższa uliczka w Wilnie – Końska – tak przyciągała lalkarzy. Po wojnie powstał tu litewski teatr „Lėlė“. Wilnianka Olga Totwen po wojnie w Gdańsku założyła teatr „Łątek“, dziś teatr „Miniatura“.

WM: A jak się potoczyły losy Pana i pańskiej rodziny po wojnie?

KN: Kiedy w 1945 roku transportem uniwersyteckim przyjechaliśmy do Torunia, powstał Uniwersytet Mikołaja Kopernika, a mój ojciec był założycielem Wydziału Sztuk Pięknych. Placówka ta kontynuowała tradycje wileńskiego Uniwersytetu Stefana Batorego. Nie było wówczas Akademii Sztuk Pięknych, tylko Wydział Sztuk Pięknych na Uniwersytecie Stefana Batorego. W Toruniu więc w 1946 roku zdałem maturę i rozpocząłem studia na Wydziale Matematyczno-Fizycznym Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. W tymże roku do Torunia z Bydgoszczy został przeniesiony teatr lalek „Baj pomorski”, który zresztą założyła też wilnianka Irena Pikiel. Ona też zaprosiła do grania w nim studentów i tak zaczęliśmy w 1946 roku.

Tak rozpoczął się dla mnie bardziej świadomy kontakt z teatrem lalek, ale traktowaliśmy to wówczas bardziej jako zabawę, jako sposób dorobienia trochę pieniędzy na życie studenckie. Zadebiutowałem w roli Raka-Nieboraka w sztuce o Raku-Nieboraku i Pstrągu-Dziwolągu. Ale była to właściwie przygoda jednorazowa.

Po tym próbowałem zdawać na architekturę, która zresztą do dzisiaj mnie interesuje. Chciałem też pójść do Szkoły Teatralnej, na co mój ojciec, mimo że artysta, miał XIX-wieczny pogląd, więc powiedział: „Do tych komediantów nie pójdziesz”. Nie pozwolił mi, więc pracowałem jeszcze kolejny rok w teatrze „Baj pomorski”, a w 1948 roku została otworzona Wyższa Szkoła Filmowa w Łodzi. Według ojca film – to „nic takiego”, więc zdałem do tej szkoły i studiowałem tam przez dwa lata.

W 1951 roku przyjęto mnie jako aktora, a natępnie asystenta reżysera w warszawskim Teatrze Lalek „Guliwer”, gdzie pracowałem do roku 1954. A w 1954 roku dyrekcja teatru w porozumieniu z Ministerstwem Kultury wysłała mnie na czteroletnie studia lalkarskie do Pragi, ponieważ w Polsce brakowało wówczas dyplomowanych reżyserów lalek. Obecnie Wydział lalkarski, który kształci aktorów i reżyserów teatru lalek, znajduje się w Białymstoku.

Po ukończeniu studiów w 1958 roku otrzymałem dyplom Wydziału Reżyserii Teatru Lalek i Dramaturgii Lalkowej. Po powrocie z Pragi zatrudniłem się w Teatrze Lalek i Aktora „Baj” w Warszawie, a pierwszym wyreżyserowanym przeze mnie spektaklem była sztuka „Nowe szaty króla”.

WM: Jak bardzo różni się widz dzisiejszy od widza z tamtych czasów?

KN: Widz, który przychodził do teatru tuż po wojnie, nie miał telewizji. Właściwie nawet nastolatki przychodziły do nas. Wraz z filmami oraz powstaniem telewizji to się zaczęło zmieniać. W tej chwili raczej przychodzą do nas dzieci przedszkolne i uczniowie młodszych klas – pierwszej, drugiej, trzeciej.

WM: Proszę opowiedzieć o teatrze, którego jest Pan dyrektorem i kierownikiem artystycznym.

Jestem najstarszym w Polsce dyrektorem i kierownikiem artystycznym zawodowego teatru lalkowego. Najdłużej zajmuję to stanowisko w całej historii naszego systemu teatralnego. Kieruję teatrem „Baj” od 1973 roku, a pracuję w teatrze od 1946 roku.

Teatr „Baj” został założony w 1928 roku dzięki społecznej inteligencji „Robotnicze towarzystwo przyjaciół dzieci”. Na początku nie było żadnych etatów, teatr nie miał też swojego pomieszczenia. W 1939 roku miasto podpisało umowę, która finansowo zezwoliła na zagranie w ciągu roku 150 spektakli dla dzieci. W tamtych czasach 150 spektakli w ciągu sezonu to było bardzo dużo!

W 1945 roku aktorzy, którzy przetrwali wojnę, znowu zebrali się w trupie i wznowili działalność. W 1954 roku warszawski Teatr „Baj” otrzymał pomieszczenia po byłym żydowskim teatrze przy ulicy Jagiellońskiej, a obok znajduje się Dworzec Wileński oraz Bazar Wileński. W tym samu roku „Baj” otrzymał status państwowego teatru.

W 1990 roku Ministerstwo Kultury i Sztuki postanowiło przekazać większość teatrów dla władz lokalnych, więc od 1992 roku teatr jest municypalny. Obecnie finansowanie dla teatrów przeznaczane jest przez prezydentów miast. W tej chwili Warszawa liczy wiele teatrów. Trzy z nich lalkowe – w tym Teatr „Baj” – to teatry municypalne.

Od początku orientowaliśmy się na widza dziecęciego. Właśnie tu sformował się repertuar polskiego teatru lalek. Do 1939 roku autorzy pisali sztuki specjalnie dla teatru „Baj”. Przed wojną Teatr „Baj” nie tylko tworzył spektakle, ale także organizował kursy dla nauczycieli oraz wszystkich interesujących się teatrem lalek.

WM: Czy i jak „Baj” funkcjonował w czasie wojny?

KN: W czasie wojny teatr półlegalnie pokazywał przedstawienia klasycznych baśni. Spektakle dla dzieci były organizowane przez organizacje społeczne. Podczas wojny do teatru Getta Warszawskiego wniesiono lalki, w getcie były przygotowane dwa różne spektakle i potajemnie odgrywano je dla więzionych tam dzieci.

Jeden z najbardziej znanych badaczy naszego teatru Henryk Jurkowski właśnie w Teatrze „Baj” zobaczył pierwsze w swoim życiu przedstawienie lalkowe. Zainspirowany naszym teatrem Henryk Jurkowski wydał książkę „W kręgu warszawskiego „Baja”.

WM: Czym więc „Baj” różni się od pozostałych teatrów?

KN: Teraz w większości przedstawień teatrów lalkowych lalki nie dominują. Zawsze rozważam, czego rzeczywiście wymaga utwór – tylko lalki, czy też aktora, grającego z lalką czy obok niej. Ale Teatr „Baj” założony jako teatru dla dzieci! W Polsce istnieje dziś 26 lalkowych teatrów municypalnych! W repertuarze naszego teatru są różne przedstawienia, nie tylko lalkowe.

Jednak o wszystkim decyduje sztuka: czy jest potrzeba, by aktor był obok lalki? Moim zdaniem, małe dzieci nie lubią aktorów – jest on dla nich zbyt duży, nawet niebezpieczny. Jesteśmy dumni, że możemy rodzicom powiedzieć, że w naszym teatrze dzieci nie boją się i nie płaczą.

Inna sytuacja składa się, kiedy w mieście, w którym jest teatr lalek, nie ma teatru dramatycznego. W Warszawie jest kilkanaście teatrów municypalnych, które specjalizują się według granego repertuaru. Oprócz lalkowego teatru „Baj” są jeszcze dwa municypalne teatry lalkowe – „Lalka” oraz „Guliwer”. „Baj” w ciągu sezonu gra 12 przedstawień. Repertuar jest tworzony tak, by odpowiadał interesom różnych grup wiekowych i publiczność mogłaby wybierać. Jednak najbardziej nas lubi mały widz.

“Kurier Wileński”, 3.11.2007

Reklamy

0 Responses to “Rozmowa z Krzysztofem Niesiołowskim, wilnianinem, dyrektorem Teatru „Baj””



  1. Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s





%d blogerów lubi to: